Wyniki wyszukiwania
- Produkty od 1 do 24 z 32
- |
- Pokaż na stronie:
- |
- Sortuj wg:
-
CD
APOLLOBEAT - APOLLOBEAT JANA SPALENEHO - 1967-71 (2CD) - CZE Remastered Editioncena: 100,00 zł / 25,00 EUR
Grupa kierowana przez Jana Spalenego powstała w 1966 jako The Hipp's, a rok później zmieniła nazwę na Apollobeat. Na początku akompaniowała różnym wokalistom, później już tylko bratu lidera - Petrowi Spalenemu. -
CD
BLUE EFFECT (Modry Efekt) - BLUE EFFECT - Kingdom Of Life +10 - ITA Eastern Time Expanded Edition - POSŁUCHAJ - VERY RAREcena: 60,00 zł / 15,00 EUR
Blue Effect (potem Modry Efekt) to chyba najlepsza czeska grupa - ze świetnym, by nie powiedzieć obłędnym gitarzystą Radimem Hladikiem. Ten wybitny, progresywny album bez wątpienia należy do PIERWSZEJ PIĄTKI ROCKA z Bloku Wschodniego! Nagrany w 1969 i 1970 winyl "Kingdom Of Life" przygotowany został z myślą o sprzedaży na rynek krajów Bloku Wschodniego. Tak naprawdę był to debiutancki LP "Meditace" (1970), z tą różnicą, że cztery kawałki z pierwszej strony zaśpiewane oryginalnie po czesku (umieszczone w bonusach - obok 6 nagrań z singli) zostały zastąpione angielskimi słowami nowego wokalisty i alternatywną okładką. Połączenie stylistyki Jethro Tull, Ten Years After, Led Zeppelin i The Moody Blues. Dlaczego u nas nie nagrywano takich płyt?!? Na tym 80-minutowym CD umieszczono wszystkie nagrania z wczesnego psych-progresywnego okresu twórczości zespołu, a który już w 1970 roku poszedł w nieco bardziej jazzowe, równie ekscytujące rejony. Absolutny mus! (JL) -
LP
BLUE EFFECT (Modry Efekt) - BLUE EFFECT - Kingdom Of Life - CZECH Supraphon 2025 Presscena: 150,00 zł / 37,50 EUR
Nowa reedycja z 2025 roku. "W październiku 1970 The Blue Effect wszedł na jeden dzień do studia nagraniowego, żeby przygotować trzy, angielskojęzyczne wersje na planowaną przez Supraphon/Artia (eksportową filię czeskiej wytwórni) nową, przeznaczoną wyłącznie na wschodnioeuropejskie rynki i niedostępną w czeskich sklepach edycję debiutu. Do oryginalnych, instrumentalnych podkładów, moim zdaniem mniej przekonujący od poprzednika Semelka dodał nowe linie wokalne do Paměť Lásky - teraz przemianowanego na Kingdom Of Life; Fénix nazywał się You'll Stay With Me, zaś Stroj na nic zatytułowano Brother's Song. Natomiast oryginalna, czeska ścieżka do utworu Blue Effect Street została prawdopodobnie zastąpiona starą, angielską wersją Mišíka i zmieniona na White Hair. Druga, anglojęzyczna strona albumu Meditace pozostała nietknięta i na obu tytułach jest identyczna. Dodam tylko, że z utworu Kingdom Of Life zniknęła początkowa partia sitaru, zaś do środkowej, delikatnej partii kwartetu smyczkowego (chyba niepotrzebnie) dodano melodyjne frazy fortepianu, natomiast w miejsce czeskiej deklamacji dawno zapomnianego Miloša Svobody wklejono bardziej zdecydowane, angielskie słowa wypowiedziane przez... portiera w studiach Supraphonu! Wydany w atrakcyjnej i całkowicie zmienionej w porównaniu z Meditace, laminowanej okładce LP Kingdom Of Life trafił na 'bratnie' rynki płytowe w 1971 roku i przez lata był jedną z najbardziej poszukiwanych, 'wschodnich' pozycji przez zachodnich fanów psychodelicznego i progresywnego rocka. Dodam tylko, że baaardzo rzadkie, pierwsze tłoczenie (72 1) posiadało granatowy, winylowy label z unikalnym, bardzo dużym, półkolistym napisem Supraphonu." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. -
LP
BLUE EFFECT (Modry Efekt) - BLUE EFFECT - A Benefit Of Radim Hladik - CZECHOSLOVAKIAN Supraphon 1978 EXPORT Press - NEAR MINT VINTAGE VINYLcena: 300,00 zł / 75,00 EUR
ANALOGOWE BRZMIENIE! Bardzo rzadkie, czechosłowackie eksportowe tłoczenie w specjalnej okładce Supraphonu (z 1978 roku) kapitalnego, jazz-rockowego, gitarowego albumu powstałego w 1974 roku. Blue Effect (a potem Modry Efekt) to chyba najlepsza czeska grupa - ze świetnym, by nie powiedzieć obłędnym gitarzystą Radimem Hladikiem. Laminowana na froncie okładka jest niemal perfekcyjna: MINT(-) / Winyl chyba niegrany: MINT(-) -
CD
BLUE EFFECT (Modry Efekt) - BLUE EFFECT & JAZZ Q PRAHA - Coniunctio - KRAY Editioncena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Jeszcze w składzie z pierwszym wokalistą muzycy The Blue Effect coraz bardziej ukierunkowywali się w stronę jazzu, gdyż po pierwsze na zdobywającą coraz większą popularność 'muzykę uciskanych amerykańskich mniejszości' decyzyjne grona w Czechosłowacji patrzyły przychylnym okiem, a po drugie utwory instrumentalne, czy też abstrakcyjne tytuły nie wchodziły w konflikt z wszechobecną cenzurą. W marcu 1970 roku instrumentalne trio The Blue Effect w składzie: Hladík, Kozel i Čech ponownie weszło do praskiego studia nagraniowego Suprahopnu żeby wraz z free-jazzową, praską formacją Jazz Q Praha (prowadzoną wówczas przez wirtuoza gry na dętych Jiří Stivína i klawiszowca Martina Kratochvíla ) podczas jednodniowej sesji zarejestrować coś na kształt nowoczesnego, jazz-rockowego odpowiednika klasycznego albumu Ornette Colemana Free Jazz: A Collective Improvisation (Atlantic, 1961) na którym (pisząc skrótowo) dwa kwartety jazzowe - w tym dwie sekcje rytmiczne - grały swoje, ale... obok siebie. Czytelników uciekających właśnie w popłochu (albo przerzucających kartkę) proszę o cierpliwość, gdyż czeska 'super-sesja' okazała się być dziełem bardzo udanym, momentami genialnym, choć nie wolnym od kakofonicznych, trudnych do wytrzymania fragmentów. Pierwszą stronę wydanego jeszcze w 1970 nakładem Supraphonu ale dla członków Czeskiego Klubu Płytowego roku LP Coniunctio wypełnił skomponowany przez dwóch liderów Jazz Q, blisko 20-minutowy Coniunctio I (In Memoriam Lubomíra Pristofa) - wykonany przez obie formacje. Trudno opisać tę kompozycję, gdyż działo się w niej bardzo wiele! Po kakofonicznym i teoretycznie trudnym do zniesienia, 30-sekundowym wstępie, z chaosu wyłoniło się zespołowe, zdecydowanie progresywne, choć bliskie anarchii granie z Radimem Hladíkiem grającym w prawym kanale soczyste, przesterowane solo, podczas gry w lewej części muzycy Jazz Q próbowali go 'wytrącić z równowagi', ale jednocześnie przenikliwymi i zagranymi nieco 'obok' dźwiękami saksofonu, organów i demolowanej przez perkusistę bębnów dodawali tej muzyce swoistego kolorytu. Nie da się ukryć, że najlepsze granie pojawiło się w 8 minucie, kiedy w obu kanałach niepodzielnie królował swoim pokręconym, progresywnym boogie, gitarzysta. Potem nastąpił 6-minutowy, pozbawiony pierwiastków rockowych fragment zawłaszczony najpierw przez urokliwie improwizującego na flecie Stivína, którego potem zastąpili pozostali trzej muzycy, by wreszcie w 15 minucie, po kolejnym stylistycznym nawrocie na krótko powróciła rockowa magia, gdyż obie formacje zabrzmiały razem jak mocno pokręcone Jethro Tull... Ostatnie 3 minuty utworu poświęcono na konsekwentne wyciszenie emocji... W sumie jest to kawał odważnego i głośnego grania które w 1970 roku z pewnością nie przyniosło tym muzykom wstydu! Jaka szkoda, że w Polsce nikt tak wówczas (jazz-rockowo) nie grał! Drugą stronę rozpoczynał trwający 6 minut utwór Návštěva U Tety Markéty, Vypití Šálku Čaje (w wersji eksportowej zatytułowany A Visit To Aunty Margaret For A Cup Of Tea) - fragment którym zachwyciłem się blisko 30 lat temu - niemal ignorując pierwszą część albumu! Zdominowany przez wyjątkowo rockowo nastawiony, ale grający w dość średnim tempie Blue Effect, ten ozdobiony kapitalnymi, jethrotullowskimi partiami fletu lidera Jazz Q i jednocześnie przepełniony smakowitymi, zadziornymi, gitarowymi solówkami kawałek brzmiał równie dobrze (jak nie lepiej) jak najlepsze, progresywne grupy z Wysp Brytyjskich! Co ważne, w tym utworze Hladík jasno pokazał w jakim kierunku podąży na kolejnej, dużej płycie! Dla odmiany, w trwającym 7 minut i kompletnie jazzowym Asi Půjdem Se Psem Ven (Perhaps We'll Probably Take The Dog Out) wystąpił wyłącznie Jazz Q Praha - a który w swoim free -jazzowym stylu przetestował wytrzymałość materiałową saksofonu, fortepianu, kontrabasu i zestawu perkusyjnego. Całość zamykał skomponowany przez Hladíka i Stivína i wykonany przez oba bandy, ponad 7-minutowy Coniunctio II - oparty na lekko rozkołysanym, powolnym, rockowym rytmie jakby blues-progresywny (w połowie bliski free-jazzowej stylistyce) numer zdominowany przez zawodzącego na gitarze Hladika, podgrywającego psychodelicznie na organach Kratochvíla i dmącego niemiłosiernie w saksofon Stivína. W moim odczuciu LP Coniunctio to taki ostatni punkt graniczny pomiędzy pełnym pasji, odważnym, wczesnym, pionierskim jazz-rockiem a miejscem zwanym Jazz, gdzie jest chłodno, obco i które chce się jak najszybciej opuścić. Już 3-4 lata później tego typu album, w części rockowej grany bardziej zachowawczo, prawdopodobnie w stylistyce fusion i poddany nowocześniejszej produkcji - byłby dla mnie trudny do wysłuchania. Jak już wspomniałem, zrealizowany w cieniutkiej, łatwo ulegającej zużyciu okładce (z dwoma zdjęciami na tyle) album ukazał się także w wersji eksportowej z granatowym labelem Supraphonu na winylu - z laminowanym, błyszczącym i niemal identycznym frontem, ale tylko z jednym zdjęciem grających razem w studio obu formacji na tylnej kopercie. Na koniec dodam, że płyta uważana jest za pełnoprawny, dyskograficzny tytuł obu formacji, tak więc pojawi się również dalej, jako debiut grupy Jazz Q!" RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Edycja limitowana, nowa, zafoliowana. -
CD
COLLEGIUM MUSICUM (patrz: Prudy / Varga, Marian) - COLLEGIUM MUSICUM - Collegium Musicum (1st Album) +3 - AU Enigmatic Remastered & Expanded - POSŁUCHAJ - VERY RAREcena: 60,00 zł / 15,00 EUR
Absolutny klasyk europejskiego progresywnego grania z początku lat 70-tych! Zremasterowana austriacka edycja - naprawdę wyśmienicie brzmiąca - lepiej niż dawna, dwupłytowa wersja zrealizowana 30 lat temu wraz z CD "Konvergencie". Debiut tej słowackiej formacji (dowodzonej przez wyśmienitego organistę Mariana Vargę) zainspirowany był dokonaniami kompozytorów muzyki klasycznej, a także twórczością The Nice i Procol Harum! Katalogowy album wypełniały trzy mocno rozbudowane utwory, trwające średnio po 13 minut; poza tym do zawartości debiutu zwyczajowo dodano dwa kawałki z debiutanckiej, 13-minutowej EP-ki (z 1970) oraz PREMIEROWĄ na CD, alternatywną wersję genialnego "Hommage a J.S. Bach", nagraną w 1973 dla wschodnioniemieckiej Amigi. MUS! (JL) -
CD
COLLEGIUM MUSICUM (patrz: Prudy / Varga, Marian) - COLLEGIUM MUSICUM - Konvergencie (2 Albums on 1 CD) - AU Enigmatic Remastered Edition - POSŁUCHAJ - VERY RAREcena: 60,00 zł / 15,00 EUR
Wydany pod koniec 1971 roku (na podwójnym winylu) drugi album progresywnej słowackiej formacji. Grający teraz z elektrycznym gitarzystą zespół zaprezentował cztery 20-minutowe suity; trzy doskonałe oraz pełniącą raczej rolę wypełniacza, ostatnią na płycie "Euphonia". Bez wątpienia album należy do ścisłego kanonu europejskiego prog-rocka i zachwyci wszystkich miłośników grania spod znaku ELP, Procol Harum, Egg czy Rare Bird. Gorąco polecam! (JL) -
LP
FERMATA - FERMATA - Biela Planeta (The White Planet) - CZECHOSLOVAKIAN OPUS 1981 1st Press - EXCELLENT PLUS VINTAGE VINYLcena: 250,00 zł / 62,50 EUR
ANALOGOWE BRZMIENIE! Pierwsze czechosłowackie wydanie (z 1981 roku) piątego albumu pochodzącej z Bratysławy jazz-rockowej grupy. Okładka: EXCELLENT / Płyta: MINT(-) -
LP
FERMATA - FERMATA - Huascaran - CZECHOSLOVAKIAN Opus 1981 Press - EXCELLENT PLUS VINTAGE VINYLcena: 250,00 zł / 62,50 EUR
ANALOGOWE BRZMIENIE! Bardzo rzadkie, czechosłowackie wydanie z 1981 roku trzeciego albumu grupy, poświęconego trzęsieniu ziemi w Peru, 31 maja 1970, w którym zginęli czechosłowaccy alpiniści. Instrumentalny "Huascaran" składa się czterech długich utworów i jest prawdziwym majstersztykiem czechosłowackiego jazz‑rocka! Okładka: EXCELLENT / Płyta: MINT(-) -
LP
HAMMEL, PAVOL & VARGA, MARIAN (patrz: Collegium Musicum / Prudy) - PAVOL HAMMEL / MARIAN VARGA / RADIM HLADIK - Na II. programe sna - SLO Opus Press - POSŁUCHAJcena: 110,00 zł / 27,50 EUR
W 1976 roku Hammel, Varga oraz Hladik a także kilku przyjaciół z Prúdów i z Fermaty (m.in. Hájek, Szapu i Kozma na bębnach oraz Belák na basie) zebrało się żeby nagrać wydany przez Opus już w 1977 roku w pojedynczej kopercie, ale z dodatkową wkładką ze zdjęciem tria LP Na II. Programe Sna - podpisany Pavol Hammel, Marián Varga, Radim Hladík. Tak po prawdzie, to ponownie była to płyta dwóch dawnych kumpli (i zarazem kompozytorów całego materiału) a nazwisko gitarzysty (oczywiście słyszalnego, ale na poziomie istotnego muzyka sesyjnego) trafiło na okładkę prawdopodobnie za 'całokształt' oraz ze względów marketingowych. Opinie na temat tego albumu są podzielone. Jedni uważają go za niemal za klasykę progresywnego rocka z tej części Europy a inni znów, że popowy, że nierówny... W tym wypadku prawda wyjątkowo leży pośrodku, gdyż mniej więcej połowa tych bardziej skomplikowanych utworów (z reguły napisanych o dziwo, przez wokalistę) to jest czeski rock z najwyższej półki, i faktycznie - druga część płyty (a w szczególności jej druga strona) to napisane przez Vargę (do tekstów Peteraja) krótkie, zazwyczaj niezbyt skomplikowane formalnie kawałki (będący jakby częścią rock-opery czy musicalu a nie progresywnego albumu) zaśpiewane ze swadą przez Hammela. Problem w tym, że jeśli lubi się stylistykę, intonację i barwę głosu lidera Prúdów (a ja polubiłem bardzo - nawet nie wiem kiedy!), to wtedy całości płyty słucha się z wielką przyjemnością! Natomiast miłośnicy konkretnego, w dużej mierze instrumentalnego grania lepiej żeby mieli w odtwarzaczu funkcję programowania :-) Pierwszą stronę otwierał skomponowany przez duet H-V ciężki, rozkołysany i niemal hardprogresywny Na Druhom Programe Sna - zaśpiewany przez Hammela silnym głosem, zaledwie 3 i półminutowy fragment ozdobiony pięknym, choć krótkim solem Hladika z pomocą pedału głośności oraz kolejnym, już na pełnym gazie. Tak więc początek był bardzo obiecujący! Potem nastąpił zaledwie 100-sekundowy Náhle - piękny, balladowy utwór oparty na współbrzmieniu hiszpańskiej i elektrycznej gitary, smyczków, fortepianu i melodyjnego wokalu. Trwający 4 minuty Letia Husi to niemal emersonowski utwór wzorowany trochę na She Belongs To Me - grupy The Nice i w większości wypełniony niemal psychodeliczną, klawiszową improwizacją graną na tle fajnie nabijających szybki, nieco połamany rytm bębnów! Trwający tylko minutę Voda był kolejną, wyrafinowaną miniaturą na wokal, fortepian i jakieś przeszkadzajki, natomiast napisany przez Hammela, 7-minutowy S Chodníkom Na Chrbte to kapitalny, progresywny utwór spełniający wszelkie standardy klasyka gatunku: chwytliwy temat grany przez zaciągającą nieco gitarę, niebanalna gra sekcji rytmicznej; swobodny, niemal zaimprowizowany pojedynek grających ze sobą elektrycznej gitary i przesterowanych i specjalnie modulowanych organów Hammonda i wreszcie dynamiczna kulminacja. Super! Tylko dla tego nagrania warto mieć tę płytę! Pierwszą część albumu zamykał monumentalny Ľalia Poľná - trwający 4 minuty utwór oparty na brzmieniu kościelnych organów (wokalu i chórków) i brzmiący niemal jak fragment mszy. Drugą stronę rozpoczynał pogodny, folkujący, pop-rockowy i nieco zabawny Papageno Z Novej Vsi - krótki kawałek Vargi, który kiedyś byłby zwykłą stratą czasu a dzisiaj słucham go z przyjemnością. Niestety, skomponowany przez Pavola, popowy, nieco latynoski i na dodatek okraszony głośnymi, żeńskimi chórkami V Zelenej Pamäti z pewnością był jedynym, prawdziwie słabym numerem na Na II. Programe Sna. Zagrany w stylistyce rozbawionych, jazzujących Queen - Na Schodoch Gymnázia był może niewiele lepszy, ale przynajmniej zaśpiewany i zagrany w niewymuszony sposób. Nie będę ukrywał, że trzeci z kolei (na szczęście krótki), pop-rockowy numer w postaci Správne Žiť może twardogłowych progsterów doprowadzić do płaczu albo szału), ale po prostu należy zaakceptować tę nieco musicalową konwencję i już. Następujący potem Z Ofsajdu był balladowo-rockowym fragmentem ozdobionym chwytliwym tematem granym na flecie i bardzo ładną solówką gitary Hladika. Przedostatni na albumie, skomponowany przez Hammela, ponad 4-minutowy Lodička Z Papiera był od dawna wyczekiwanym, dynamicznym i dość wyrafinowanym, pełnym zakrętów, niemal wykrzyczanym rockerem łączącym stylistykę ELP, wczesnych Queen i Uriah Heep! Gdyby ten fragment znalazł się na pierwszej stronie, to jestem pewien, że połowa słuchaczy nigdy nie przełożyłaby winylu na drugą stronę (ale pierwsza byłaby mocno zgrana...), tym bardziej, że całość zamykał zagrany w drażniącym, dixielandowym stylu (potem przeistoczonym w rodzaj szantów) Až Túto Moju Pieseň Dohrajú. Niewiele brakowało, aby to był ostatni tytuł w karierze Hammela, gdyż w sierpniu 1976 roku ledwo wymknął się śmierci. Miał lecieć porannym samolotem z Pragi do domu w Bratysławie, ale ponieważ troszkę w nocy 'zabawił', to zaspał a samolot, którym miał lecieć rozbił się z powodu poważnej awarii niedaleko Bratysławy podczas próby lądowania na wodzie i i wszyscy pasażerowie zginęli. Ponieważ artysta był na liście pasażerów, przez kilka godzin uważano go za zmarłego. Kiedy wylądował w Bratysławie następnym lotem, łatwo sobie wyobrazić szczęście zrozpaczonej rodziny i przyjaciół! RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. -
LP
HAMMEL, PAVOL (patrz: Prudy) - PAVOL HAMMEL A SKUPINA PRUDY - Hrać - Opus Presscena: 110,00 zł / 27,50 EUR
Zarejestrowany w 1974 a wydany już w 1975 roku w rozkładanej okładce LP Hráč był ostatnim albumem Hammela nagranym oficjalnie z Prúdami (już z nowym perkusistą Pavolem Kozmą). Niestety, klimat muzyczny się zmieniał a ambitne, progresywne granie odchodziło pomału do lamusa. Prawdopodobnie po umiarkowanym sukcesie poprzedniego albumu artysta... złagodniał i choć zaproponowany przez niego, perfekcyjnie wyprodukowany materiał wciąż można było zaliczyć do rockowej stylistyki, to jednak płytę w połowie wypełniały łagodne, wyrafinowane pop-folk-rockowe ballady - czasem w amerykańskim stylu a momentami nawet w estetyce naszego Marka Grechuty (bez grupy Anawa), aczkolwiek jako wielki fan twórczości twórcy Korowodu, mam świadomość wagi tego porównania... Pierwszą stronę bardzo obiecująco otwierał charakteryzujący się nieco połamanym rytmem (z fantastycznie wypełniającą przestrzeń, perkusyjną stopą) i zaśpiewany z werwą, tytułowy Hráč - fantastycznie wyprodukowany, powolny utwór oparty na współbrzmieniu organów, fortepianu, akustycznej gitary, fletu i chórków w stylu Uriah Heep! Kolejnym, również rockowym utworem był folk-progresywny, rozkołysany Hotel Sen - bardzo fajny, akustyczno-elektryczny kawałek z towarzyszącą partią fletu i nieco trywialnym refrenem. Następujący potem, folkujący Zimuška (akustyczne gitary, fortepian, rozkołysany rytm, męskie chórki) utrzymany był w nieco amerykańskim stylu. Nawiązujący trochę do stylistyki Crosby, Stills & Nash, momentami zaśpiewany niemal krzykliwym głosem, ponownie balladowo-folkujący Starý Porcelán nagrany został z pomocą instrumentów perkusyjnych, fortepianu i akustycznych gitar i w połowie nabrał nieco mocy za sprawą fajnego, elektrycznego sola gitary. W dość podobnym, choć nieco bardziej popowym stylu podany był chwytliwy Ty Si Tá, zaś dla odmiany Bláznove Byty rozpoczynał się intrygującymi dźwiękami gitary z wah-wah, jednak w mgnieniu oka przeistoczył się w urokliwą balladę trochę w stylistyce Cata Stevensa, zbudowaną na brzmieniu fortepianu, smyczków, okazjonalnych chórków i delikatnej sekcji rytmicznej. Pierwszą stronę zamykała Svitanie - pogodna, melodyjna i zagrana w dość żwawym rytmie rockowa ballada w klimacie Geroge'a Harrisona. Niestety, drugą stronę płyty otwierał przebojowy umpa-umpa, czyli łączący stylistykę tanga z muzyką lat 50., megapopularny Učiteľka Tanca - piosenka którą zna dosłownie niemal każdy dorastający w latach 70., ale nie ma pojęcia kto ją wykonywał. No więc... Pavol Hammel! Co gorsza, kolejnym kawałkiem był przypominający trochę nagrania grupy Mungo Jerry, mocno rozkołysany Blší Trh; na szczęście Hammel mocno przyplusował V Každom Počasí - bardzo delikatnym, elegancko zaaranżowanym (fortepian, smyczki i ponownie uriahowskie chórki) utworze przypominającym trochę niektóre dokonania naszego Marka Grechuty! Nastrój ponownie uległ zmianie w Láskavo - w sumie fajnym, zagranym z wielką klasą i doskonale zaaranżowanym, jazzującym boogie. To jest jeden z tych kawałków, które być może nie przekonują od strony muzycznej, ale ich interpretacja powoduje opadającą szczękę... Kolejnym utworem w którym doszukałbym się echa stylu Grechuty był Chuť Prvých Strát - robiący wrażenie, odważnie zaaranżowany (gęste, rozbujane bębny, skrzypce, organy Hammonda), choć nieco przegadany fragment . Płytę kończył zaśpiewany delikatnym głosem z towarzyszeniem jedynie gitary akustycznej i fortepianu Mladosť. W sumie jest to bardzo przyjemna płyta - wiele zyskująca przy każdym, ponownym przesłuchaniu. RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. -
LP
KATAPULT - KATAPULT - Katapult (Live) - CZECHOSLOVAKIAN Supraphon 1978 1st Press - EXCELLENT PLUS VINTAGE VINYLcena: 200,00 zł / 50,00 EUR
ANALOGOWE BRZMIENIE! Okładka: EXCELLENT / Płyta: MINT- -
LP
MATADORS (patrz: Blue Effect) - MATADORS - Matadors - Jubilejní Edice (1968 / 2018) - CZE Supraphon Remastered Presscena: 120,00 zł / 30,00 EUR
Klasyczny, blues-rockowy album z 1968 roku (utrzymany w klimacie ówczesnych nagrań John Mayall's Bluesbreakers), zawierający również rewelacyjny, do bólu psychodeliczny i aż 6-minutowy 'Extraction'. Doskonały gitarzysta Radim Hladik założył potem zespół Blue Effect! Zremasterowana, jubileuszowa edycja. -
CD
MATADORS (patrz: Blue Effect) - MATADORS - Get Down From The Tree - Complete Recordings 1966-1968 - SPA Munster Digipack Edition - POSŁUCHAJcena: 70,00 zł / 17,50 EUR
Ten bardzo gustownie wydany (rozbudowana historia tego czeskiego zespołu, sporo zdjęć), 80-minutowy, hiszpański CD zawiera 24 nagrania (zaśpiewane po angielsku): 12 utworów z klasycznego i znanego w naszym kraju, pop-psych-bluesowego albumu (m.in. rewelacyjny, 6-minutowy, do bólu psychodeliczny Extraction) oraz kolejne dwanaście nagrań z singli oraz czeskich kompilacji. Otwierający płytę utwór "Get Down From The Tree" miał zaszczyt znaleźć się w wybornym towarzystwie na kompilacyjnym boksie "Nuggets II" (Rhino). Gitarzysta Radim Hladik oraz wokalista Waldemar Misik założyli zaraz potem doskonały Blue Effect! W tej samej serii ukazał się kompilacyjny CD grupy Olympic. Gorąco polecam! (JL) -
LP
MISIK, VLADIMIR (patrz: Matadors / Blue Effect / Flamengo) - VLADIMIR MISIK / ETC... - Vladimir Misik - CZE Supraphon Edition - POSŁUCHAJcena: 120,00 zł / 30,00 EUR
Debiutancki album solowy (nagrany z towarzyszącą mu grupą 'Etc...') wokalisty, gitarzysty i kompozytora, znanego m.in. z Matadors, Blue Effect i Flamengo. Jubileuszowa edycja z 2017 roku, nowa, zafoliowana. -
LP
OLYMPIC - OLYMPIC - Zelva - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 120,00 zł / 30,00 EUR
"Podczas tej samej, październikowej sesji zespół zarejestrował kilka dość nowocześnie brzmiących nagrań a które obok kawałków utrwalonych na taśmie wczesną wiosną trafiły na wydany już w 1968 roku, debiutancki album Želva - zarazem pierwszy w historii czeski longplay z muzyką rockową! Na tej wydanej w mono i w stereo i zarazem doskonale wyprodukowanej płycie zespół zaproponował skomponowaną w przeważającej mierze przez duet Janda/Chrastina bardzo atrakcyjną i niebanalną mieszankę brytyjskiego freakbeatu z połowy lat 60. bliskiego The Beatles i The Yardbirds; białego rhythm'n'bluesa w stylu The Rolling Stones i Them oraz coraz bardziej wówczas popularnej i praktycznie niespotykanej w krajach Bloku Wschodniego wczesnej psychodelii spod znaku The Byrds, The Doors i The Who. Trwający 35 minut album rozpoczynał wydany wcześniej na singlu Želva - oparty na mocnym, nieco połamanym rytmie, żywiołowy numer z harmonijką zdecydowanie czerpiący z wczesnych Them - Vana Morrisona. Klasyk! Jako drugi pojawił się oparty na współbrzmieniu gitar i organów Vzpomínka Plíživá - powstały podczas październikowej sesji kawałek nawiązujący trochę do psychodelicznych The Byrds, ale wciąż przywołujący echa wczesnych The Animals. Następujący potem rubaszny i jakby powstały podczas niezłej popijawy Línej Skaut przywodził nastrój 'Przygód dobrego wojaka Szwejka', ale przyznam się, że mógłbym żyć bez tego nagranego z pomocą akordeonu, puzonu i prostych uderzeń basowego bębna, w sumie dylanowskiego numeru... Potem zespół zaproponował dwie, urokliwe, rockowe ballady: zdecydowanie beatlesowski, brzmiący niemal jak odrzut z albumu Help! - Dám Zejtra Zas Flám oraz przypominający mocno The Byrds (oraz I Got You Babe - duetu Sonny & Cher) i okraszony fajnym bębnieniem ewidentnie uzdolnionego Jana 'Sorry' Pacáka oraz sympatycznym brzmieniem dzwoniącej a podczas solówki fajnie przesterowanej gitary - Modravé Mámení. Pierwszą stronę kończył przyzwoity Nikdo Neotvírá - pogodny, choć niewiele wnoszący do całości fragment zainspirowany I Feel Fine - The Beatles. Drugą część rozpoczynał zdecydowanie stonesowski, zagrany w dość niespotykanie szybkim rytmie, choć jak dla mnie zbyt lekki Nebezpečná Postava, po czym nastąpił bardzo udany, balladowy i wydany wcześniej na A-stronie singla, balladowy Snad Jsem To Zavinil Já - chwytliwy i zaśpiewany przez Jandę delikatnym głosem, gitarowy fragment przypominający momentami The House Of The Rising Sun - The Animals a w samej końcówce przywołujący również For Your Love - The Yardbirds. Dobrych wzorców nie ma się co wstydzić! Zarejestrowany w lutym 1967 i zaśpiewany na dużym luzie Dědečkův Duch był jakże potrzebną dawką dynamicznego i chwytliwego pop-rocka okraszonego zgrabnymi wejściami ostrej gitary. Dla odmiany zaśpiewany sennym głosem przez basistę Pavla Chrastinę, lekko rozkołysany, doskonały Jen Bůh Ví był sympatyczną, ale przy tym majestatyczną, niemal psychodeliczną balladą a zaraz potem pojawił się trwający niecałe 2 minuty Telefon - zagrany w bardzo szybkim tempie, rhythm'n'bluesowy numer z harmonijką i fajną partią brzęczącej gitary. Płytę w wielkim stylu zamykał trwający 6 minut i 20 sekund, autentycznie legendarny Psychiatrický Prášek - kapitalny, zdecydowanie psychodeliczny, rockowy utwór będący swoistym melanżem She's Not There - The Zombies, I'm Going Home - The Rolling Stones i The End - The Doors - na dodatek okraszony nawiedzonymi wokalami prosto z tytułowego psychiatryka! Szkoda tylko, że zespół nie pograł ze 2-3 minuty dłużej... Trzeba przyznać, że LP Želva słucha się niemal jednym tchem i naprawdę jestem pełen podziwu, że nasi południowi sąsiedzi byli w stanie wyprodukować tak nowatorską, ożywczą i jednocześnie pełną atrakcyjnych (choć czasem zapożyczonych) melodii, płytę! W tym czasie reszta rockowej Europy Wschodniej wciąż zapatrzona była wyłącznie w The Beatles, The Animals albo, co gorsza w muzykę soul... Warto wiedzieć, że jedynie około 5000 egzemplarzy ukazało się w artystycznej okładce z tytułowym żółwiem (autorstwa perkusisty), a ponieważ terminy w monopolistycznej drukarni były długie i zajęte, tak więc kolejne tłoczenia płyty ukazywały się albo w wykonanych naprędce, mało atrakcyjnych kopertach, albo w okładkach z dużym logo wytwórni Supraphon na froncie oraz z tytułami utworów i redakcyjną notką na tyle. Natomiast po 1970 roku album zaprzestano w ogóle wznawiać i dzisiaj jest on dużym rarytasem, choć praktycznie niewidywanym w świetnym stanie. Płyty w stanie 'EX/EX' warte są ponad 150 euro, zaś egzemplarze 'Near Mint' w okładce z żółwiem śmiało mogą osiągać ceny 250-300 euro! Przyznam się, że nigdy nie miałem problemu ze zdobyciem albumów zespołu, gdyż całkiem przez przypadek trzy pierwsze tytuły Olympic (w niemal perfekcyjnym stanie) w połowie lat 90. przyniósł do mojego sklepu (upchnięte w ogromnym plecaku) czeski turysta i z nieukrywaną radością wymienił na interesujące go płyty CD..." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana reedycja z 2013, zafoliowana. -
LP
OLYMPIC - OLYMPIC - Jedeme, jedeme - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 140,00 zł / 35,00 EUR
"Jeszcze we wrześniu 1970 w ciągu zaledwie trzech dni zespół zarejestrował cały materiał na swój trzeci i zarazem ostatni, klasyczny album zatytułowany Jedeme, Jedeme, choć na okładce pojawiła się również cyfra 3. Wydana w rozkładanej okładce płyta ukazywała formację jako artystów zafascynowanych przede wszystkim twórczością późnych The Beatles a także ukazywała wyczuwalną fascynację bardzo wówczas popularnym i modnym rockiem progresywnym. Warto wspomnieć, że kilka kompozycji powstało jeszcze w 1969 roku - podczas francuskiej eskapady. Całość rozpoczynały odgłosy ruszającej lokomotywy, czyli trwający 5 i pół minuty Pět Cestujících - zdecydowanie rockowy, lekko rozbujany utwór przywołujący trochę wpływy Ten Years After, Traffic i (łagodnego) Jimiego Hendrixa a to za sprawą współbrzmienia fortepianu, organów i nieco jazzującej gitary. Niestety, następujący potem Když Jsem Bejval Tramp był co prawda sympatycznym, ale na rockowej płycie raczej zbędnym kawałkiem nawiązującym do epoki dixielandu. Dobrze, że to tylko 2 minuty... Trzeci na płycie, balladowy i zaśpiewany ciepłym głosem Mr. Den A Lady Noc mógłby trafić na ówczesny album Cata Stevensa, ale zaskakująco rockowa, beatlesowska końcówka już nie! Kolejny na płycie, doskonały Brouk był dość nieprawdopodobnie wyglądającą na papierze mieszanką brzmień rockowych Beatlesów, melodyki Jimi Hendrix Experience oraz sporej szczypty Jethro Tull - również za sprawą czarującej partii fletu Jiří Stivína (z Jazz Q Praha)! Tak właśnie brzmiał wpadający w ucho, ambitny, brytyjski rock jesienią 1970! Rewelacja! Pierwszą część zamykał trwający aż 6 minut Danny - całkiem ładny, balladowo-rockowy, majestatyczny i delikatnie progresywny utwór (z kolejną, atrakcyjną partią Stivína - tym razem w roli saksofonisty) przywołujący niektóre nagrania Procol Harum i The Beatles a w samej końcówce niemal cytujący Atlantis - Donovana zaśpiewany przez Jandę dosłownie personifikującego McCartneya! Drugą stronę rozpoczynał delikatnie psychodeliczny, melodyjny Elixír - kolejny, mocno mccartneyowski, rockowy utwór, który jeszcze by zyskał bez zaśpiewanej a capella końcówki. Zbudowany na brzmieniu organów i elektrycznej gitary, lekko rozkołysany Bláznivej Kiki był sympatycznym, momentami nieco jazzującym, progresywnym fragmentem, zaś po nim pojawił się zaśpiewany po czesku z lekko francuską manierą Bon Soir Mademoiselle Paris - piękny, melancholijny utwór zaśpiewany przez Jandę z towarzyszeniem czarująco zmiksowanych partii fletu, akordeonu, akustycznej gitary i skrzypiec. Przedostatni na drugiej stronie, pogodny i chwytliwy Strážce Majáku był kolejnym na Jedeme, Jedeme utworem dowodzącym, że albumy The Beatles z lat 1968-1969 (oraz singiel Hey Jude) musiały zostać zajechane przez głównego kompozytora Petra Jandę - na śmierć! Całość zamykał trwający 5 minut Tobogán - lekko rozbujany, zagęszczony, niemal hard-rockowy numer zwracający uwagę doskonałym bębnieniem i agresywnym wokalem." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana reedycja z 2021, w rozkładanej okładce, zafoliowana. -
CD
OLYMPIC - OLYMPIC - Jedeme, jedeme +8 - CZE Supraphon Remastered Expanded Digipack Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Jeszcze we wrześniu 1970 w ciągu zaledwie trzech dni zespół zarejestrował cały materiał na swój trzeci i zarazem ostatni, klasyczny album zatytułowany Jedeme, Jedeme, choć na okładce pojawiła się również cyfra 3. Wydana w rozkładanej okładce płyta ukazywała formację jako artystów zafascynowanych przede wszystkim twórczością późnych The Beatles a także ukazywała wyczuwalną fascynację bardzo wówczas popularnym i modnym rockiem progresywnym. Warto wspomnieć, że kilka kompozycji powstało jeszcze w 1969 roku - podczas francuskiej eskapady. Całość rozpoczynały odgłosy ruszającej lokomotywy, czyli trwający 5 i pół minuty Pět Cestujících - zdecydowanie rockowy, lekko rozbujany utwór przywołujący trochę wpływy Ten Years After, Traffic i (łagodnego) Jimiego Hendrixa a to za sprawą współbrzmienia fortepianu, organów i nieco jazzującej gitary. Niestety, następujący potem Když Jsem Bejval Tramp był co prawda sympatycznym, ale na rockowej płycie raczej zbędnym kawałkiem nawiązującym do epoki dixielandu. Dobrze, że to tylko 2 minuty... Trzeci na płycie, balladowy i zaśpiewany ciepłym głosem Mr. Den A Lady Noc mógłby trafić na ówczesny album Cata Stevensa, ale zaskakująco rockowa, beatlesowska końcówka już nie! Kolejny na płycie, doskonały Brouk był dość nieprawdopodobnie wyglądającą na papierze mieszanką brzmień rockowych Beatlesów, melodyki Jimi Hendrix Experience oraz sporej szczypty Jethro Tull - również za sprawą czarującej partii fletu Jiří Stivína (z Jazz Q Praha)! Tak właśnie brzmiał wpadający w ucho, ambitny, brytyjski rock jesienią 1970! Rewelacja! Pierwszą część zamykał trwający aż 6 minut Danny - całkiem ładny, balladowo-rockowy, majestatyczny i delikatnie progresywny utwór (z kolejną, atrakcyjną partią Stivína - tym razem w roli saksofonisty) przywołujący niektóre nagrania Procol Harum i The Beatles a w samej końcówce niemal cytujący Atlantis - Donovana zaśpiewany przez Jandę dosłownie personifikującego McCartneya! Drugą stronę rozpoczynał delikatnie psychodeliczny, melodyjny Elixír - kolejny, mocno mccartneyowski, rockowy utwór, który jeszcze by zyskał bez zaśpiewanej a capella końcówki. Zbudowany na brzmieniu organów i elektrycznej gitary, lekko rozkołysany Bláznivej Kiki był sympatycznym, momentami nieco jazzującym, progresywnym fragmentem, zaś po nim pojawił się zaśpiewany po czesku z lekko francuską manierą Bon Soir Mademoiselle Paris - piękny, melancholijny utwór zaśpiewany przez Jandę z towarzyszeniem czarująco zmiksowanych partii fletu, akordeonu, akustycznej gitary i skrzypiec. Przedostatni na drugiej stronie, pogodny i chwytliwy Strážce Majáku był kolejnym na Jedeme, Jedeme utworem dowodzącym, że albumy The Beatles z lat 1968-1969 (oraz singiel Hey Jude) musiały zostać zajechane przez głównego kompozytora Petra Jandę - na śmierć! Całość zamykał trwający 5 minut Tobogán - lekko rozbujany, zagęszczony, niemal hard-rockowy numer zwracający uwagę doskonałym bębnieniem i agresywnym wokalem." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana, rozszerzona o osiem utworów reedycja z 2021, w digipaku. -
CD
OLYMPIC - OLYMPIC - Olympic 4 (+13) - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 70,00 zł / 17,50 EUR
Czwarty album czechosłowackiego zespołu, z 1974 roku. Zremasterowana edycja z 2006, z trzynastoma dodatkowymi utworami. -
LP
OLYMPIC - OLYMPIC - Ptak Rosomak - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 130,00 zł / 32,50 EUR
Drugi album czechosłowackiej grupy, z 1969 roku. Zremasterowana reedycja z 2019. -
CD
OLYMPIC - OLYMPIC - Everybody! (Thoughts Of A Foolish Boy) - SPA Munster Records Card Sleeve Editioncena: 70,00 zł / 17,50 EUR
Kompilacja z 2013 roku, zawierająca utwory z lat 1965-71. Hiszpańska edycja na licencji Supraphonu. -
CD
OLYMPIC - OLYMPIC - Ptak Rosomak +9 - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
Drugi album czechosłowackiej grupy, z 1969 roku. Zremasterowana, rozszerzona o 9 utworów reedycja z 2019 roku, w digipaku. -
CD
OLYMPIC - OLYMPIC - Zelva +11 - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Podczas tej samej, październikowej sesji zespół zarejestrował kilka dość nowocześnie brzmiących nagrań a które obok kawałków utrwalonych na taśmie wczesną wiosną trafiły na wydany już w 1968 roku, debiutancki album Želva - zarazem pierwszy w historii czeski longplay z muzyką rockową! Na tej wydanej w mono i w stereo i zarazem doskonale wyprodukowanej płycie zespół zaproponował skomponowaną w przeważającej mierze przez duet Janda/Chrastina bardzo atrakcyjną i niebanalną mieszankę brytyjskiego freakbeatu z połowy lat 60. bliskiego The Beatles i The Yardbirds; białego rhythm'n'bluesa w stylu The Rolling Stones i Them oraz coraz bardziej wówczas popularnej i praktycznie niespotykanej w krajach Bloku Wschodniego wczesnej psychodelii spod znaku The Byrds, The Doors i The Who. Trwający 35 minut album rozpoczynał wydany wcześniej na singlu Želva - oparty na mocnym, nieco połamanym rytmie, żywiołowy numer z harmonijką zdecydowanie czerpiący z wczesnych Them - Vana Morrisona. Klasyk! Jako drugi pojawił się oparty na współbrzmieniu gitar i organów Vzpomínka Plíživá - powstały podczas październikowej sesji kawałek nawiązujący trochę do psychodelicznych The Byrds, ale wciąż przywołujący echa wczesnych The Animals. Następujący potem rubaszny i jakby powstały podczas niezłej popijawy Línej Skaut przywodził nastrój 'Przygód dobrego wojaka Szwejka', ale przyznam się, że mógłbym żyć bez tego nagranego z pomocą akordeonu, puzonu i prostych uderzeń basowego bębna, w sumie dylanowskiego numeru... Potem zespół zaproponował dwie, urokliwe, rockowe ballady: zdecydowanie beatlesowski, brzmiący niemal jak odrzut z albumu Help! - Dám Zejtra Zas Flám oraz przypominający mocno The Byrds (oraz I Got You Babe - duetu Sonny & Cher) i okraszony fajnym bębnieniem ewidentnie uzdolnionego Jana 'Sorry' Pacáka oraz sympatycznym brzmieniem dzwoniącej a podczas solówki fajnie przesterowanej gitary - Modravé Mámení. Pierwszą stronę kończył przyzwoity Nikdo Neotvírá - pogodny, choć niewiele wnoszący do całości fragment zainspirowany I Feel Fine - The Beatles. Drugą część rozpoczynał zdecydowanie stonesowski, zagrany w dość niespotykanie szybkim rytmie, choć jak dla mnie zbyt lekki Nebezpečná Postava, po czym nastąpił bardzo udany, balladowy i wydany wcześniej na A-stronie singla, balladowy Snad Jsem To Zavinil Já - chwytliwy i zaśpiewany przez Jandę delikatnym głosem, gitarowy fragment przypominający momentami The House Of The Rising Sun - The Animals a w samej końcówce przywołujący również For Your Love - The Yardbirds. Dobrych wzorców nie ma się co wstydzić! Zarejestrowany w lutym 1967 i zaśpiewany na dużym luzie Dědečkův Duch był jakże potrzebną dawką dynamicznego i chwytliwego pop-rocka okraszonego zgrabnymi wejściami ostrej gitary. Dla odmiany zaśpiewany sennym głosem przez basistę Pavla Chrastinę, lekko rozkołysany, doskonały Jen Bůh Ví był sympatyczną, ale przy tym majestatyczną, niemal psychodeliczną balladą a zaraz potem pojawił się trwający niecałe 2 minuty Telefon - zagrany w bardzo szybkim tempie, rhythm'n'bluesowy numer z harmonijką i fajną partią brzęczącej gitary. Płytę w wielkim stylu zamykał trwający 6 minut i 20 sekund, autentycznie legendarny Psychiatrický Prášek - kapitalny, zdecydowanie psychodeliczny, rockowy utwór będący swoistym melanżem She's Not There - The Zombies, I'm Going Home - The Rolling Stones i The End - The Doors - na dodatek okraszony nawiedzonymi wokalami prosto z tytułowego psychiatryka! Szkoda tylko, że zespół nie pograł ze 2-3 minuty dłużej... Trzeba przyznać, że LP Želva słucha się niemal jednym tchem i naprawdę jestem pełen podziwu, że nasi południowi sąsiedzi byli w stanie wyprodukować tak nowatorską, ożywczą i jednocześnie pełną atrakcyjnych (choć czasem zapożyczonych) melodii, płytę! W tym czasie reszta rockowej Europy Wschodniej wciąż zapatrzona była wyłącznie w The Beatles, The Animals albo, co gorsza w muzykę soul... Warto wiedzieć, że jedynie około 5000 egzemplarzy ukazało się w artystycznej okładce z tytułowym żółwiem (autorstwa perkusisty), a ponieważ terminy w monopolistycznej drukarni były długie i zajęte, tak więc kolejne tłoczenia płyty ukazywały się albo w wykonanych naprędce, mało atrakcyjnych kopertach, albo w okładkach z dużym logo wytwórni Supraphon na froncie oraz z tytułami utworów i redakcyjną notką na tyle. Natomiast po 1970 roku album zaprzestano w ogóle wznawiać i dzisiaj jest on dużym rarytasem, choć praktycznie niewidywanym w świetnym stanie. Płyty w stanie 'EX/EX' warte są ponad 150 euro, zaś egzemplarze 'Near Mint' w okładce z żółwiem śmiało mogą osiągać ceny 250-300 euro! Przyznam się, że nigdy nie miałem problemu ze zdobyciem albumów zespołu, gdyż całkiem przez przypadek trzy pierwsze tytuły Olympic (w niemal perfekcyjnym stanie) w połowie lat 90. przyniósł do mojego sklepu (upchnięte w ogromnym plecaku) czeski turysta i z nieukrywaną radością wymienił na interesujące go płyty CD..." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana, rozszerzona o 11 utworów reedycja w digipaku, z 2019 roku. -
CD
PLASTIC PEOPLE OF THE UNIVERSE - PLASTIC PEOPLE OF THE UNIVERSE - Psychedelic Band Of Prague Live 1972 - Guerilla Recordscena: 100,00 zł / 25,00 EUR
Awangardowy, surowy, hipnotyczny zapis czeskiego undergroundu w najczystszej postaci. Długie, transowe utwory oparte na repetycjach, brudnym brzmieniu gitary i monotonnych, niemal mantrycznych wokalach tworzą klimat mrocznej psychodelii. Wydanie w digipaku z 2025 roku, z bookletem. Nowa, zafoliowana.
- 1
- 2
- z
- 2
- następna >>

