BOHEMIA - Zrnko pisku - CZ SUPRAPHON
cena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Wydany przez Panton już w 1978 roku LP Zrnko Písku był klasycznym dziełem z kręgu jazz-fusion, charakteryzującym się doskonałymi, wręcz wirtuozerskimi partiami saksofonu, imponującą grą gitarzysty, świetnym bębnieniem i dość specyficznymi, mówiąc oględnie partiami wokalnymi... Płytę rozpoczynał skomponowany przez Kubika, 7-minutowy Chór Minulých Nohou V Průchodu „Pasáž” - mocno rozbujany, oparty na wyrazistej linii basu, dość mocno zagmatwany kawałek poparty nieco zachrypniętym i będącym moim zdaniem obcym ciałem wokalem. Utwór nabrał kolorów w 4 minucie za sprawą atmosferycznych partii klawiszy a zwłaszcza saksofonu, choć Semelka powrócił niestety w ostatniej minucie. Potem nastąpił napisany przez gitarzystę trwający 6 i pół minuty Zátiší Peronních Lístků - świetny, przyjemnie wpadający w ucho, ponownie rozkołysany, choć nie stroniący od pełnej zadziorności, rockowej dynamiki kawałek ukazujący Pavlíčka jako pilnego i zarazem elokwentnego ucznia szkoły Johna McLaughlina - nie wspominając o kolejnych, smakowitych frazach saksofonu... Pierwszą stronę zamykał skomponowany przez Semelkę balladowy Sen O Snu - bardzo powolny, 6-minutowy fragment zaśpiewany głównie z pomocą fortepianu i pojawiających się czasem imponujących fraz klasycznej gitary. Drugą, jeszcze lepszą stronę płyty zajmowały tylko dwie kompozycje Jana Kubika, z których pierwszą była trwająca ponad 9 minut Horké Letní Stmívání - chyba najlepszy fragment albumu, który poza zawiłym i niezbyt przekonującym wstępem w stylu Gentle Giant (i podobną, krótką końcówką) zachwycał i dynamiczną grą fletu i niemal orientalnymi frazami saksofonu na tle wyrazistej, ale przestrzennie grającej sekcji rytmicznej i wreszcie niemal crimsonowskimi, intensywnymi zagrywkami saksofonu i gitary... Album kończył bardzo niespokojny (nawet Semelka przebudził się z letargu i zabrzmiał w nim jak rockowy wokalista) Milenci Před Pollockovým Obrazem - trwający 7 i pół minuty, pełen zawiłości i stylistycznych zakrętów utwór w szóstej minucie wynagradzający cierpliwego słuchacza nieprawdopodobnie żywiołową, improwizowaną grą saksofonisty i bębniarza - fragment, który idealnie by pasował na jednej z wczesnych albumów Van Der Graaf Generator Rewelacja! Kto wie, czy w drugiej połowie lat 70. progresywnego jazz-rocka najlepiej nie grali właśnie nasi południowi sąsiedzi! I błagam, niech mi nikt tutaj nie wyskakuje z SBB..." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO.