OLYMPIC - OLYMPIC - Jedeme, jedeme - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJ
cena: 140,00 zł / 35,00 EUR
"Jeszcze we wrześniu 1970 w ciągu zaledwie trzech dni zespół zarejestrował cały materiał na swój trzeci i zarazem ostatni, klasyczny album zatytułowany Jedeme, Jedeme, choć na okładce pojawiła się również cyfra 3. Wydana w rozkładanej okładce płyta ukazywała formację jako artystów zafascynowanych przede wszystkim twórczością późnych The Beatles a także ukazywała wyczuwalną fascynację bardzo wówczas popularnym i modnym rockiem progresywnym. Warto wspomnieć, że kilka kompozycji powstało jeszcze w 1969 roku - podczas francuskiej eskapady. Całość rozpoczynały odgłosy ruszającej lokomotywy, czyli trwający 5 i pół minuty Pět Cestujících - zdecydowanie rockowy, lekko rozbujany utwór przywołujący trochę wpływy Ten Years After, Traffic i (łagodnego) Jimiego Hendrixa a to za sprawą współbrzmienia fortepianu, organów i nieco jazzującej gitary. Niestety, następujący potem
Když Jsem Bejval Tramp był co prawda sympatycznym, ale na rockowej płycie raczej zbędnym kawałkiem nawiązującym do epoki dixielandu. Dobrze, że to tylko 2 minuty... Trzeci na płycie, balladowy i zaśpiewany ciepłym głosem Mr. Den A Lady Noc mógłby trafić na ówczesny album Cata Stevensa, ale zaskakująco rockowa, beatlesowska końcówka już nie! Kolejny na płycie, doskonały Brouk był dość nieprawdopodobnie wyglądającą na papierze mieszanką brzmień rockowych Beatlesów, melodyki Jimi Hendrix Experience oraz sporej szczypty Jethro Tull - również za sprawą czarującej partii fletu Jiří Stivína (z Jazz Q Praha)! Tak właśnie brzmiał wpadający w ucho, ambitny, brytyjski rock jesienią 1970! Rewelacja! Pierwszą część zamykał trwający aż 6 minut Danny - całkiem ładny, balladowo-rockowy, majestatyczny i delikatnie progresywny utwór (z kolejną, atrakcyjną partią Stivína - tym razem w roli saksofonisty) przywołujący niektóre nagrania Procol Harum i The Beatles a w samej końcówce niemal cytujący Atlantis - Donovana zaśpiewany przez Jandę dosłownie personifikującego McCartneya! Drugą stronę rozpoczynał delikatnie psychodeliczny, melodyjny Elixír - kolejny, mocno mccartneyowski, rockowy utwór, który jeszcze by zyskał bez zaśpiewanej a capella końcówki. Zbudowany na brzmieniu organów i elektrycznej gitary, lekko rozkołysany Bláznivej Kiki był sympatycznym, momentami nieco jazzującym, progresywnym fragmentem, zaś po nim pojawił się zaśpiewany po czesku z lekko francuską manierą Bon Soir Mademoiselle Paris - piękny, melancholijny utwór zaśpiewany przez Jandę z towarzyszeniem czarująco zmiksowanych partii fletu, akordeonu, akustycznej gitary i skrzypiec. Przedostatni na drugiej stronie, pogodny i chwytliwy Strážce Majáku był kolejnym na Jedeme, Jedeme utworem dowodzącym, że albumy The Beatles z lat 1968-1969 (oraz singiel Hey Jude) musiały zostać zajechane przez głównego kompozytora Petra Jandę - na śmierć! Całość zamykał trwający 5 minut Tobogán - lekko rozbujany, zagęszczony, niemal hard-rockowy numer zwracający uwagę doskonałym bębnieniem i agresywnym wokalem." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO.
Zremasterowana reedycja z 2021, w rozkładanej okładce, zafoliowana.