WOODY KERN (patrz: Whichwhat)
- Produkty od 1 do 2 z 2
- |
- Pokaż na stronie:
- |
- Sortuj wg:
-
LPWOODY KERN (patrz: Whichwhat) - WOODY KERN - Awful Disclosures Of Maria Monk - EU Ethelion Remastered Limited Press - POSŁUCHAJ - VERY RAREcena: 110,00 zł / 27,50 EUR
Reedycja (specjalizującej się w mało znanym, klasycznym rocku z najwyższej półki) wytwórni Ethelion, moim zdaniem JEDNEGO Z DZIESIĘCIU NAJLEPSZYCH, MAŁO ZNANYCH BRYTYJSKICH PROGRESYWNYCH ALBUMÓW z PRZEŁOMU LAT 60-TYCH i 70-TYCH! Wydany w styczniu 1969 roku, niestety jedyny longplay tej formacji, to doskonałe połączenie jakże wówczas ożywczej mieszanki późnej psychodelii oraz bazującego na bluesie i jazzie wczesnego prog-rocka, bliskiego dokonaniom Jethro Tull, bardzo wczesnych Family, Spirit oraz Captaina Beefhearta. Fajne partie fletu i saksofonu, jazzująca gitara, senny, psychodeliczny wokal oraz obłędne, bardzo przestrzenne, ale solidne brzmienie sekcji rytmicznej. Wspaniała i zarazem do dziś totalnie niedoceniona płyta (choćby przez mojego kolegę po piórze Richarda Morton-Jacka...). 56 minut intensywnych i niezapomnianych wrażeń! Widoczny na froncie okładki perkusista grał potem w progresywnej formacji Whichwhat. Absolutny MUS! -
CDWOODY KERN (patrz: Whichwhat) - WOODY KERN - Awful Disclosures Of Maria Monk +2 - SWE Flawed Gems Remastered Expanded - POSŁUCHAJ - VERY RAREcena: 60,00 zł / 15,00 EUR
Masterowana z oryginalnego winylu, doskonale brzmiąca edycja JEDNEGO z DZIESIĘCIU NAJLEPSZYCH MAŁO ZNANYCH BRYTYJSKICH PROGRESYWNYCH ALBUMÓW z PRZEŁOMU LAT 60-TYCH i 70-TYCH! To nie jest przesada! Wydany w styczniu 1969 roku, niestety jedyny longplay tej formacji, to doskonałe połączenie jakże wówczas ożywczej mieszanki późnej psychodelii oraz bazującego na bluesie i jazzie wczesnego prog-rocka, bliskiego dokonaniom Jethro Tull, bardzo wczesnych Family, Spirit oraz Captaina Beefhearta. Fajne partie fletu i saksofonu, jazzująca gitara, senny, psychodeliczny wokal oraz obłędne, bardzo przestrzenne, ale solidne brzmienie sekcji rytmicznej. Wspaniała i zarazem do dziś totalnie niedoceniona płyta (choćby przez mojego kolegę po piórze Richarda Morton-Jacka...). 56 minut intensywnych i niezapomnianych wrażeń! Ta edycja brzmi znacznie czyściej niż również pochodząca z winylu wersja CD Sanctuary oraz nieco lepiej niż CD Free Records. Dodatkowo dwie wersje mono z bardzo rzadkiego singla. Widoczny na froncie okładki perkusista grał potem w progresywnej formacji Whichwhat - również wydanej przez Flawed Gems. Absolutny MUS!

