OLYMPIC
- Produkty od 1 do 8 z 8
- |
- Pokaż na stronie:
- |
- Sortuj wg:
-
LPOLYMPIC - OLYMPIC - Zelva - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 120,00 zł / 30,00 EUR
"Podczas tej samej, październikowej sesji zespół zarejestrował kilka dość nowocześnie brzmiących nagrań a które obok kawałków utrwalonych na taśmie wczesną wiosną trafiły na wydany już w 1968 roku, debiutancki album Želva - zarazem pierwszy w historii czeski longplay z muzyką rockową! Na tej wydanej w mono i w stereo i zarazem doskonale wyprodukowanej płycie zespół zaproponował skomponowaną w przeważającej mierze przez duet Janda/Chrastina bardzo atrakcyjną i niebanalną mieszankę brytyjskiego freakbeatu z połowy lat 60. bliskiego The Beatles i The Yardbirds; białego rhythm'n'bluesa w stylu The Rolling Stones i Them oraz coraz bardziej wówczas popularnej i praktycznie niespotykanej w krajach Bloku Wschodniego wczesnej psychodelii spod znaku The Byrds, The Doors i The Who. Trwający 35 minut album rozpoczynał wydany wcześniej na singlu Želva - oparty na mocnym, nieco połamanym rytmie, żywiołowy numer z harmonijką zdecydowanie czerpiący z wczesnych Them - Vana Morrisona. Klasyk! Jako drugi pojawił się oparty na współbrzmieniu gitar i organów Vzpomínka Plíživá - powstały podczas październikowej sesji kawałek nawiązujący trochę do psychodelicznych The Byrds, ale wciąż przywołujący echa wczesnych The Animals. Następujący potem rubaszny i jakby powstały podczas niezłej popijawy Línej Skaut przywodził nastrój 'Przygód dobrego wojaka Szwejka', ale przyznam się, że mógłbym żyć bez tego nagranego z pomocą akordeonu, puzonu i prostych uderzeń basowego bębna, w sumie dylanowskiego numeru... Potem zespół zaproponował dwie, urokliwe, rockowe ballady: zdecydowanie beatlesowski, brzmiący niemal jak odrzut z albumu Help! - Dám Zejtra Zas Flám oraz przypominający mocno The Byrds (oraz I Got You Babe - duetu Sonny & Cher) i okraszony fajnym bębnieniem ewidentnie uzdolnionego Jana 'Sorry' Pacáka oraz sympatycznym brzmieniem dzwoniącej a podczas solówki fajnie przesterowanej gitary - Modravé Mámení. Pierwszą stronę kończył przyzwoity Nikdo Neotvírá - pogodny, choć niewiele wnoszący do całości fragment zainspirowany I Feel Fine - The Beatles. Drugą część rozpoczynał zdecydowanie stonesowski, zagrany w dość niespotykanie szybkim rytmie, choć jak dla mnie zbyt lekki Nebezpečná Postava, po czym nastąpił bardzo udany, balladowy i wydany wcześniej na A-stronie singla, balladowy Snad Jsem To Zavinil Já - chwytliwy i zaśpiewany przez Jandę delikatnym głosem, gitarowy fragment przypominający momentami The House Of The Rising Sun - The Animals a w samej końcówce przywołujący również For Your Love - The Yardbirds. Dobrych wzorców nie ma się co wstydzić! Zarejestrowany w lutym 1967 i zaśpiewany na dużym luzie Dědečkův Duch był jakże potrzebną dawką dynamicznego i chwytliwego pop-rocka okraszonego zgrabnymi wejściami ostrej gitary. Dla odmiany zaśpiewany sennym głosem przez basistę Pavla Chrastinę, lekko rozkołysany, doskonały Jen Bůh Ví był sympatyczną, ale przy tym majestatyczną, niemal psychodeliczną balladą a zaraz potem pojawił się trwający niecałe 2 minuty Telefon - zagrany w bardzo szybkim tempie, rhythm'n'bluesowy numer z harmonijką i fajną partią brzęczącej gitary. Płytę w wielkim stylu zamykał trwający 6 minut i 20 sekund, autentycznie legendarny Psychiatrický Prášek - kapitalny, zdecydowanie psychodeliczny, rockowy utwór będący swoistym melanżem She's Not There - The Zombies, I'm Going Home - The Rolling Stones i The End - The Doors - na dodatek okraszony nawiedzonymi wokalami prosto z tytułowego psychiatryka! Szkoda tylko, że zespół nie pograł ze 2-3 minuty dłużej... Trzeba przyznać, że LP Želva słucha się niemal jednym tchem i naprawdę jestem pełen podziwu, że nasi południowi sąsiedzi byli w stanie wyprodukować tak nowatorską, ożywczą i jednocześnie pełną atrakcyjnych (choć czasem zapożyczonych) melodii, płytę! W tym czasie reszta rockowej Europy Wschodniej wciąż zapatrzona była wyłącznie w The Beatles, The Animals albo, co gorsza w muzykę soul... Warto wiedzieć, że jedynie około 5000 egzemplarzy ukazało się w artystycznej okładce z tytułowym żółwiem (autorstwa perkusisty), a ponieważ terminy w monopolistycznej drukarni były długie i zajęte, tak więc kolejne tłoczenia płyty ukazywały się albo w wykonanych naprędce, mało atrakcyjnych kopertach, albo w okładkach z dużym logo wytwórni Supraphon na froncie oraz z tytułami utworów i redakcyjną notką na tyle. Natomiast po 1970 roku album zaprzestano w ogóle wznawiać i dzisiaj jest on dużym rarytasem, choć praktycznie niewidywanym w świetnym stanie. Płyty w stanie 'EX/EX' warte są ponad 150 euro, zaś egzemplarze 'Near Mint' w okładce z żółwiem śmiało mogą osiągać ceny 250-300 euro! Przyznam się, że nigdy nie miałem problemu ze zdobyciem albumów zespołu, gdyż całkiem przez przypadek trzy pierwsze tytuły Olympic (w niemal perfekcyjnym stanie) w połowie lat 90. przyniósł do mojego sklepu (upchnięte w ogromnym plecaku) czeski turysta i z nieukrywaną radością wymienił na interesujące go płyty CD..." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana reedycja z 2013, zafoliowana. -
LPOLYMPIC - OLYMPIC - Jedeme, jedeme - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 140,00 zł / 35,00 EUR
"Jeszcze we wrześniu 1970 w ciągu zaledwie trzech dni zespół zarejestrował cały materiał na swój trzeci i zarazem ostatni, klasyczny album zatytułowany Jedeme, Jedeme, choć na okładce pojawiła się również cyfra 3. Wydana w rozkładanej okładce płyta ukazywała formację jako artystów zafascynowanych przede wszystkim twórczością późnych The Beatles a także ukazywała wyczuwalną fascynację bardzo wówczas popularnym i modnym rockiem progresywnym. Warto wspomnieć, że kilka kompozycji powstało jeszcze w 1969 roku - podczas francuskiej eskapady. Całość rozpoczynały odgłosy ruszającej lokomotywy, czyli trwający 5 i pół minuty Pět Cestujících - zdecydowanie rockowy, lekko rozbujany utwór przywołujący trochę wpływy Ten Years After, Traffic i (łagodnego) Jimiego Hendrixa a to za sprawą współbrzmienia fortepianu, organów i nieco jazzującej gitary. Niestety, następujący potem Když Jsem Bejval Tramp był co prawda sympatycznym, ale na rockowej płycie raczej zbędnym kawałkiem nawiązującym do epoki dixielandu. Dobrze, że to tylko 2 minuty... Trzeci na płycie, balladowy i zaśpiewany ciepłym głosem Mr. Den A Lady Noc mógłby trafić na ówczesny album Cata Stevensa, ale zaskakująco rockowa, beatlesowska końcówka już nie! Kolejny na płycie, doskonały Brouk był dość nieprawdopodobnie wyglądającą na papierze mieszanką brzmień rockowych Beatlesów, melodyki Jimi Hendrix Experience oraz sporej szczypty Jethro Tull - również za sprawą czarującej partii fletu Jiří Stivína (z Jazz Q Praha)! Tak właśnie brzmiał wpadający w ucho, ambitny, brytyjski rock jesienią 1970! Rewelacja! Pierwszą część zamykał trwający aż 6 minut Danny - całkiem ładny, balladowo-rockowy, majestatyczny i delikatnie progresywny utwór (z kolejną, atrakcyjną partią Stivína - tym razem w roli saksofonisty) przywołujący niektóre nagrania Procol Harum i The Beatles a w samej końcówce niemal cytujący Atlantis - Donovana zaśpiewany przez Jandę dosłownie personifikującego McCartneya! Drugą stronę rozpoczynał delikatnie psychodeliczny, melodyjny Elixír - kolejny, mocno mccartneyowski, rockowy utwór, który jeszcze by zyskał bez zaśpiewanej a capella końcówki. Zbudowany na brzmieniu organów i elektrycznej gitary, lekko rozkołysany Bláznivej Kiki był sympatycznym, momentami nieco jazzującym, progresywnym fragmentem, zaś po nim pojawił się zaśpiewany po czesku z lekko francuską manierą Bon Soir Mademoiselle Paris - piękny, melancholijny utwór zaśpiewany przez Jandę z towarzyszeniem czarująco zmiksowanych partii fletu, akordeonu, akustycznej gitary i skrzypiec. Przedostatni na drugiej stronie, pogodny i chwytliwy Strážce Majáku był kolejnym na Jedeme, Jedeme utworem dowodzącym, że albumy The Beatles z lat 1968-1969 (oraz singiel Hey Jude) musiały zostać zajechane przez głównego kompozytora Petra Jandę - na śmierć! Całość zamykał trwający 5 minut Tobogán - lekko rozbujany, zagęszczony, niemal hard-rockowy numer zwracający uwagę doskonałym bębnieniem i agresywnym wokalem." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana reedycja z 2021, w rozkładanej okładce, zafoliowana. -
CDOLYMPIC - OLYMPIC - Jedeme, jedeme +8 - CZE Supraphon Remastered Expanded Digipack Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Jeszcze we wrześniu 1970 w ciągu zaledwie trzech dni zespół zarejestrował cały materiał na swój trzeci i zarazem ostatni, klasyczny album zatytułowany Jedeme, Jedeme, choć na okładce pojawiła się również cyfra 3. Wydana w rozkładanej okładce płyta ukazywała formację jako artystów zafascynowanych przede wszystkim twórczością późnych The Beatles a także ukazywała wyczuwalną fascynację bardzo wówczas popularnym i modnym rockiem progresywnym. Warto wspomnieć, że kilka kompozycji powstało jeszcze w 1969 roku - podczas francuskiej eskapady. Całość rozpoczynały odgłosy ruszającej lokomotywy, czyli trwający 5 i pół minuty Pět Cestujících - zdecydowanie rockowy, lekko rozbujany utwór przywołujący trochę wpływy Ten Years After, Traffic i (łagodnego) Jimiego Hendrixa a to za sprawą współbrzmienia fortepianu, organów i nieco jazzującej gitary. Niestety, następujący potem Když Jsem Bejval Tramp był co prawda sympatycznym, ale na rockowej płycie raczej zbędnym kawałkiem nawiązującym do epoki dixielandu. Dobrze, że to tylko 2 minuty... Trzeci na płycie, balladowy i zaśpiewany ciepłym głosem Mr. Den A Lady Noc mógłby trafić na ówczesny album Cata Stevensa, ale zaskakująco rockowa, beatlesowska końcówka już nie! Kolejny na płycie, doskonały Brouk był dość nieprawdopodobnie wyglądającą na papierze mieszanką brzmień rockowych Beatlesów, melodyki Jimi Hendrix Experience oraz sporej szczypty Jethro Tull - również za sprawą czarującej partii fletu Jiří Stivína (z Jazz Q Praha)! Tak właśnie brzmiał wpadający w ucho, ambitny, brytyjski rock jesienią 1970! Rewelacja! Pierwszą część zamykał trwający aż 6 minut Danny - całkiem ładny, balladowo-rockowy, majestatyczny i delikatnie progresywny utwór (z kolejną, atrakcyjną partią Stivína - tym razem w roli saksofonisty) przywołujący niektóre nagrania Procol Harum i The Beatles a w samej końcówce niemal cytujący Atlantis - Donovana zaśpiewany przez Jandę dosłownie personifikującego McCartneya! Drugą stronę rozpoczynał delikatnie psychodeliczny, melodyjny Elixír - kolejny, mocno mccartneyowski, rockowy utwór, który jeszcze by zyskał bez zaśpiewanej a capella końcówki. Zbudowany na brzmieniu organów i elektrycznej gitary, lekko rozkołysany Bláznivej Kiki był sympatycznym, momentami nieco jazzującym, progresywnym fragmentem, zaś po nim pojawił się zaśpiewany po czesku z lekko francuską manierą Bon Soir Mademoiselle Paris - piękny, melancholijny utwór zaśpiewany przez Jandę z towarzyszeniem czarująco zmiksowanych partii fletu, akordeonu, akustycznej gitary i skrzypiec. Przedostatni na drugiej stronie, pogodny i chwytliwy Strážce Majáku był kolejnym na Jedeme, Jedeme utworem dowodzącym, że albumy The Beatles z lat 1968-1969 (oraz singiel Hey Jude) musiały zostać zajechane przez głównego kompozytora Petra Jandę - na śmierć! Całość zamykał trwający 5 minut Tobogán - lekko rozbujany, zagęszczony, niemal hard-rockowy numer zwracający uwagę doskonałym bębnieniem i agresywnym wokalem." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana, rozszerzona o osiem utworów reedycja z 2021, w digipaku. -
CDOLYMPIC - OLYMPIC - Olympic 4 (+13) - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 70,00 zł / 17,50 EUR
Czwarty album czechosłowackiego zespołu, z 1974 roku. Zremasterowana edycja z 2006, z trzynastoma dodatkowymi utworami. -
LPOLYMPIC - OLYMPIC - Ptak Rosomak - CZE Supraphon Remastered Press - POSŁUCHAJcena: 130,00 zł / 32,50 EUR
Drugi album czechosłowackiej grupy, z 1969 roku. Zremasterowana reedycja z 2019. -
CDOLYMPIC - OLYMPIC - Everybody! (Thoughts Of A Foolish Boy) - SPA Munster Records Card Sleeve Editioncena: 70,00 zł / 17,50 EUR
Kompilacja z 2013 roku, zawierająca utwory z lat 1965-71. Hiszpańska edycja na licencji Supraphonu. -
CDOLYMPIC - OLYMPIC - Ptak Rosomak +9 - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
Drugi album czechosłowackiej grupy, z 1969 roku. Zremasterowana, rozszerzona o 9 utworów reedycja z 2019 roku, w digipaku. -
CDOLYMPIC - OLYMPIC - Zelva +11 - CZE Supraphon Remastered Expanded Edition - POSŁUCHAJcena: 80,00 zł / 20,00 EUR
"Podczas tej samej, październikowej sesji zespół zarejestrował kilka dość nowocześnie brzmiących nagrań a które obok kawałków utrwalonych na taśmie wczesną wiosną trafiły na wydany już w 1968 roku, debiutancki album Želva - zarazem pierwszy w historii czeski longplay z muzyką rockową! Na tej wydanej w mono i w stereo i zarazem doskonale wyprodukowanej płycie zespół zaproponował skomponowaną w przeważającej mierze przez duet Janda/Chrastina bardzo atrakcyjną i niebanalną mieszankę brytyjskiego freakbeatu z połowy lat 60. bliskiego The Beatles i The Yardbirds; białego rhythm'n'bluesa w stylu The Rolling Stones i Them oraz coraz bardziej wówczas popularnej i praktycznie niespotykanej w krajach Bloku Wschodniego wczesnej psychodelii spod znaku The Byrds, The Doors i The Who. Trwający 35 minut album rozpoczynał wydany wcześniej na singlu Želva - oparty na mocnym, nieco połamanym rytmie, żywiołowy numer z harmonijką zdecydowanie czerpiący z wczesnych Them - Vana Morrisona. Klasyk! Jako drugi pojawił się oparty na współbrzmieniu gitar i organów Vzpomínka Plíživá - powstały podczas październikowej sesji kawałek nawiązujący trochę do psychodelicznych The Byrds, ale wciąż przywołujący echa wczesnych The Animals. Następujący potem rubaszny i jakby powstały podczas niezłej popijawy Línej Skaut przywodził nastrój 'Przygód dobrego wojaka Szwejka', ale przyznam się, że mógłbym żyć bez tego nagranego z pomocą akordeonu, puzonu i prostych uderzeń basowego bębna, w sumie dylanowskiego numeru... Potem zespół zaproponował dwie, urokliwe, rockowe ballady: zdecydowanie beatlesowski, brzmiący niemal jak odrzut z albumu Help! - Dám Zejtra Zas Flám oraz przypominający mocno The Byrds (oraz I Got You Babe - duetu Sonny & Cher) i okraszony fajnym bębnieniem ewidentnie uzdolnionego Jana 'Sorry' Pacáka oraz sympatycznym brzmieniem dzwoniącej a podczas solówki fajnie przesterowanej gitary - Modravé Mámení. Pierwszą stronę kończył przyzwoity Nikdo Neotvírá - pogodny, choć niewiele wnoszący do całości fragment zainspirowany I Feel Fine - The Beatles. Drugą część rozpoczynał zdecydowanie stonesowski, zagrany w dość niespotykanie szybkim rytmie, choć jak dla mnie zbyt lekki Nebezpečná Postava, po czym nastąpił bardzo udany, balladowy i wydany wcześniej na A-stronie singla, balladowy Snad Jsem To Zavinil Já - chwytliwy i zaśpiewany przez Jandę delikatnym głosem, gitarowy fragment przypominający momentami The House Of The Rising Sun - The Animals a w samej końcówce przywołujący również For Your Love - The Yardbirds. Dobrych wzorców nie ma się co wstydzić! Zarejestrowany w lutym 1967 i zaśpiewany na dużym luzie Dědečkův Duch był jakże potrzebną dawką dynamicznego i chwytliwego pop-rocka okraszonego zgrabnymi wejściami ostrej gitary. Dla odmiany zaśpiewany sennym głosem przez basistę Pavla Chrastinę, lekko rozkołysany, doskonały Jen Bůh Ví był sympatyczną, ale przy tym majestatyczną, niemal psychodeliczną balladą a zaraz potem pojawił się trwający niecałe 2 minuty Telefon - zagrany w bardzo szybkim tempie, rhythm'n'bluesowy numer z harmonijką i fajną partią brzęczącej gitary. Płytę w wielkim stylu zamykał trwający 6 minut i 20 sekund, autentycznie legendarny Psychiatrický Prášek - kapitalny, zdecydowanie psychodeliczny, rockowy utwór będący swoistym melanżem She's Not There - The Zombies, I'm Going Home - The Rolling Stones i The End - The Doors - na dodatek okraszony nawiedzonymi wokalami prosto z tytułowego psychiatryka! Szkoda tylko, że zespół nie pograł ze 2-3 minuty dłużej... Trzeba przyznać, że LP Želva słucha się niemal jednym tchem i naprawdę jestem pełen podziwu, że nasi południowi sąsiedzi byli w stanie wyprodukować tak nowatorską, ożywczą i jednocześnie pełną atrakcyjnych (choć czasem zapożyczonych) melodii, płytę! W tym czasie reszta rockowej Europy Wschodniej wciąż zapatrzona była wyłącznie w The Beatles, The Animals albo, co gorsza w muzykę soul... Warto wiedzieć, że jedynie około 5000 egzemplarzy ukazało się w artystycznej okładce z tytułowym żółwiem (autorstwa perkusisty), a ponieważ terminy w monopolistycznej drukarni były długie i zajęte, tak więc kolejne tłoczenia płyty ukazywały się albo w wykonanych naprędce, mało atrakcyjnych kopertach, albo w okładkach z dużym logo wytwórni Supraphon na froncie oraz z tytułami utworów i redakcyjną notką na tyle. Natomiast po 1970 roku album zaprzestano w ogóle wznawiać i dzisiaj jest on dużym rarytasem, choć praktycznie niewidywanym w świetnym stanie. Płyty w stanie 'EX/EX' warte są ponad 150 euro, zaś egzemplarze 'Near Mint' w okładce z żółwiem śmiało mogą osiągać ceny 250-300 euro! Przyznam się, że nigdy nie miałem problemu ze zdobyciem albumów zespołu, gdyż całkiem przez przypadek trzy pierwsze tytuły Olympic (w niemal perfekcyjnym stanie) w połowie lat 90. przyniósł do mojego sklepu (upchnięte w ogromnym plecaku) czeski turysta i z nieukrywaną radością wymienił na interesujące go płyty CD..." RECENZJA JACKA LEŚNIEWSKIEGO Z ROZPOCZĘTEJ, ALE PO PÓŁ ROKU PORZUCONEJ (2021) KSIĄŻKI O ROCKU Z DAWNEGO BLOKU WSCHODNIEGO. Zremasterowana, rozszerzona o 11 utworów reedycja w digipaku, z 2019 roku.

