Kawał świetnego, psychodeliczno-garażowego rocka (nagranego jeszcze w 1969) w klimacie ostrzejszych fragmentów z "S.F. Sorrow" Pretty Things, The Beatles, czy debiutu The Gun. Kolejny album ewidentnie wymagający kilku przesłuchań... Co najważniejsze - kilka miesięcy później zespół zmienił nazwę na T.2. Dodatkowo dwa utwory z singla. Polecam! (JL)